Outfit: Polskie Route 66 na Śląsku

wpis w: STYLIZACJE | 17

Outfit:Polskie Route 66 na Śląsku

Outfit: Polskie Route 66 na Śląsku

Przy poprzedniej sesji w Ogrodach Kapias obiecałam Wam, że opowiem historię zdjęć na opuszczonej stacji benzynowej. Wreszcie nadszedł ten czas i idealny moment na to, żeby się z Wami podzielić moją przygodą.

Kiedy tylko w moje ręce dostały się okulary marki Born86 w stylu lat 50. wiedziałam już, że cała stylizacja będzie w takim klimacie. Teraz należało znaleźć odpowiednie miejsce. Chciałam podjeść do sprawy klasycznie, bardzo retro z rękawiczkami, wałkiem na grzywce i w jakieś knajpce rodem z filmu Pulp Fiction. Później wpadłam na pomysł aby ograć sprawę nieco inaczej i zainspirować się bardziej Rock and Roll’em lat 50. Na myśl przyszli mi do głowy motocykliści i gangi samochodowe. Myślałam o filmie Greese i za wzór do naśladowania wzięłam bohaterkę tego filmu Sandy. W pierwszej wersji ( jakiś miesiąc temu kiedy było dość zimno i też stylizacja była adekwatna) miałam mieć na sobie czarną ramoneskę z eko skóry z białym T-shirtem. Do tego wysokie spodnie rurki, szal w grochy na szyję i botki. Znalazłam motor lecz nie miałam pomysłu na lokalizację. Warsztat, garaż, droga w stylu Route 66 i wreszcie przypomniałam sobie o opuszczonej stacji, którą widziałam kiedyś na zdjęciu znajomej. Zdobyłam namiar( 40 min drogi)  w to miejsce i owszem stacja była lecz był tam także stróż, który zabronił nam robić zdjęcia. Nie

było nam nawet jakoś specjalnie smutno bo na miejscu stacja nie wyglądała dobrze, była zniszczona i zamalowana rasistowskimi napisami.

W następnym tygodniu po kilkudniowych poszukiwaniach zdobyliśmy kolejny adres tym razem bardzo blisko naszego miejsca zamieszkania (10 min). Stylizacja ta sama, tona sprzętu ponownie załadowana do samochodu a na miejscu złapał nas deszcz i nawet nie zdążyliśmy wyjść z samochodu. Ta stacja ponownie okazała się dość średnią opcją na nasze dobrze zaplanowane zdjęcia. Tym razem poważnie się zniecierpliwiłam i zaczęłam szukać na własną rękę. Fora o opuszczonych miejscach, wielogodzinne jazdy ludzikiem po Google Maps i wreszcie natrafiłam na bloga pewnego poszukiwacza opuszczonych miejsc. Były podane dokładne współrzędne – półtorej godziny drogi – przegadałam temat z Łukaszem i stwierdziliśmy, że zaryzykujemy! (W międzyczasie pomysł z motorem odłożyliśmy na bok, chcieliśmy być pewni miejsca do którego się udajemy)  Sprawdziłam lokalizacje na mapie, dostęp był łatwy i stacja faktycznie znajdowała się w tym miejscu. Z racji na poprawę pogody i zmianę moich preferencji stylizacja ewoluowała. Spodnie zamieniłam na jeansową, poszarpaną spódnicę a botki na klapki w stylu Sandy z filmu Greese. Na ramoneskę było za ciepło a na T-shirt za zimno więc postawiłam na klasyczną, oversizową białą koszule. Zestaw podobał mi się jeszcze bardziej więc pełna nadziei wyruszyłam w półtoragodzinną podróż. I co? Stacja jak się okazało była na terenie prywatnym jakiejś fabryki, która rok temu postanowiła sobie ogrodzić cały obszar siatkami pod wysokim napięciem. Trzecia próba, równie nieudana spowodowała u mnie ogromną niechęć do ponownych poszukiwań idealnej stacji. Stwierdziłam, dobra zmieniamy zamysł i lokację bo mija prawie miesiąc a ja nadal nie zrobiłam zdjęć tak jak sobie wymarzyłam. Tak, jestem uparta. Podczas miesięcznych poszukiwańlokacji poruszyłam niebo i ziemię, zaangażowałam znajomych i rodzinę. Dzień po naszej ostatniej próbie (byliśmy akurat w trakcie zdjęć w Ogrodach Kapias) dzwoni do mnie moja przyjaciółka.

” Znalazłam Ci stację, przejeżdżałam tam rowerem wygląda na opuszczoną. Czekaj pośle Ci pinezkę i wyznaczę Ci trasę, takie moje nawyki logistyka”

Faktycznie, znalazła stację w Siemianowicach Śląskich 15 min drogi od mojego miejsca zamieszkania. Posłała mi pinezkę i street view ale był on aktualizowany w 2012 roku i na zdjęciu wyglądało to na czynną stacje. Kończąc pracę w Kapiasie (godzina 19.00) mówię do Łukasza, żebyśmy w drodze powrotnej przejechali przez tą pinezkę i zobaczyli bo nadal kusił mnie ten projekt. 19.45 dojechaliśmy na miejsce i wiecie co? Stacja była przy samej drodze, opuszczona z dyspozytorem w starym stylu. Nadawała się idealnie! A wiecie co jest gorsze? Że dosłownie 2 km dalej była druga, opuszczona stacja. Los tak chciał, że stylizację zostawiłam w samochodzie po naszej nieudanej trzeciej próbie dzięki czemu tego dnia miałam ją przy sobie. Ekspresowo się przebrałam i udało nam się cyknąć cztery zdjęcia zanim zaszło słońce. Nie mogło zabraknąć retro gadżetu – Coca Cola w szklanej butelce z papierową słomką w paski.

17 Responses

    • konstylencja

      nie mogło jej zabraknąć jeszcze ta słomka do tego <3

    • konstylencja

      lubię zwracać uwagę na szczegóły <3 dodają uroku!

  1. Karolina

    Udało Ci się uzyskać znakomity efekt. Ja tu nie widzę blogerki, ja tu widzę gwiazdę Hollywood ze złotego okresu mega produkcji. Magia.
    zapraszam do wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *