Outfit: Polskie Route 66 na Śląsku

wpis w: STYLIZACJE | 19

Outfit:Polskie Route 66 na Śląsku

Outfit: Polskie Route 66 na Śląsku

Przy poprzedniej sesji w Ogrodach Kapias obiecałam Wam, że opowiem historię zdjęć na opuszczonej stacji benzynowej. Wreszcie nadszedł ten czas i idealny moment na to, żeby się z Wami podzielić moją przygodą.

Kiedy tylko w moje ręce dostały się okulary marki Born86 w stylu lat 50. wiedziałam już, że cała stylizacja będzie w takim klimacie. Teraz należało znaleźć odpowiednie miejsce. Chciałam podjeść do sprawy klasycznie, bardzo retro z rękawiczkami, wałkiem na grzywce i w jakieś knajpce rodem z filmu Pulp Fiction. Później wpadłam na pomysł aby ograć sprawę nieco inaczej i zainspirować się bardziej Rock and Roll’em lat 50. Na myśl przyszli mi do głowy motocykliści i gangi samochodowe. Myślałam o filmie Greese i za wzór do naśladowania wzięłam bohaterkę tego filmu Sandy. W pierwszej wersji ( jakiś miesiąc temu kiedy było dość zimno i też stylizacja była adekwatna) miałam mieć na sobie czarną ramoneskę z eko skóry z białym T-shirtem. Do tego wysokie spodnie rurki, szal w grochy na szyję i botki. Znalazłam motor lecz nie miałam pomysłu na lokalizację. Warsztat, garaż, droga w stylu Route 66 i wreszcie przypomniałam sobie o opuszczonej stacji, którą widziałam kiedyś na zdjęciu znajomej. Zdobyłam namiar( 40 min drogi)  w to miejsce i owszem stacja była lecz był tam także stróż, który zabronił nam robić zdjęcia. Nie

było nam nawet jakoś specjalnie smutno bo na miejscu stacja nie wyglądała dobrze, była zniszczona i zamalowana rasistowskimi napisami.

W następnym tygodniu po kilkudniowych poszukiwaniach zdobyliśmy kolejny adres tym razem bardzo blisko naszego miejsca zamieszkania (10 min). Stylizacja ta sama, tona sprzętu ponownie załadowana do samochodu a na miejscu złapał nas deszcz i nawet nie zdążyliśmy wyjść z samochodu. Ta stacja ponownie okazała się dość średnią opcją na nasze dobrze zaplanowane zdjęcia. Tym razem poważnie się zniecierpliwiłam i zaczęłam szukać na własną rękę. Fora o opuszczonych miejscach, wielogodzinne jazdy ludzikiem po Google Maps i wreszcie natrafiłam na bloga pewnego poszukiwacza opuszczonych miejsc. Były podane dokładne współrzędne – półtorej godziny drogi – przegadałam temat z Łukaszem i stwierdziliśmy, że zaryzykujemy! (W międzyczasie pomysł z motorem odłożyliśmy na bok, chcieliśmy być pewni miejsca do którego się udajemy)  Sprawdziłam lokalizacje na mapie, dostęp był łatwy i stacja faktycznie znajdowała się w tym miejscu. Z racji na poprawę pogody i zmianę moich preferencji stylizacja ewoluowała. Spodnie zamieniłam na jeansową, poszarpaną spódnicę a botki na klapki w stylu Sandy z filmu Greese. Na ramoneskę było za ciepło a na T-shirt za zimno więc postawiłam na klasyczną, oversizową białą koszule. Zestaw podobał mi się jeszcze bardziej więc pełna nadziei wyruszyłam w półtoragodzinną podróż. I co? Stacja jak się okazało była na terenie prywatnym jakiejś fabryki, która rok temu postanowiła sobie ogrodzić cały obszar siatkami pod wysokim napięciem. Trzecia próba, równie nieudana spowodowała u mnie ogromną niechęć do ponownych poszukiwań idealnej stacji. Stwierdziłam, dobra zmieniamy zamysł i lokację bo mija prawie miesiąc a ja nadal nie zrobiłam zdjęć tak jak sobie wymarzyłam. Tak, jestem uparta. Podczas miesięcznych poszukiwańlokacji poruszyłam niebo i ziemię, zaangażowałam znajomych i rodzinę. Dzień po naszej ostatniej próbie (byliśmy akurat w trakcie zdjęć w Ogrodach Kapias) dzwoni do mnie moja przyjaciółka.

” Znalazłam Ci stację, przejeżdżałam tam rowerem wygląda na opuszczoną. Czekaj pośle Ci pinezkę i wyznaczę Ci trasę, takie moje nawyki logistyka”

Faktycznie, znalazła stację w Siemianowicach Śląskich 15 min drogi od mojego miejsca zamieszkania. Posłała mi pinezkę i street view ale był on aktualizowany w 2012 roku i na zdjęciu wyglądało to na czynną stacje. Kończąc pracę w Kapiasie (godzina 19.00) mówię do Łukasza, żebyśmy w drodze powrotnej przejechali przez tą pinezkę i zobaczyli bo nadal kusił mnie ten projekt. 19.45 dojechaliśmy na miejsce i wiecie co? Stacja była przy samej drodze, opuszczona z dyspozytorem w starym stylu. Nadawała się idealnie! A wiecie co jest gorsze? Że dosłownie 2 km dalej była druga, opuszczona stacja. Los tak chciał, że stylizację zostawiłam w samochodzie po naszej nieudanej trzeciej próbie dzięki czemu tego dnia miałam ją przy sobie. Ekspresowo się przebrałam i udało nam się cyknąć cztery zdjęcia zanim zaszło słońce. Nie mogło zabraknąć retro gadżetu – Coca Cola w szklanej butelce z papierową słomką w paski.

19 Responses

    • konstylencja

      nie mogło jej zabraknąć jeszcze ta słomka do tego <3

    • konstylencja

      lubię zwracać uwagę na szczegóły <3 dodają uroku!

  1. Karolina

    Udało Ci się uzyskać znakomity efekt. Ja tu nie widzę blogerki, ja tu widzę gwiazdę Hollywood ze złotego okresu mega produkcji. Magia.
    zapraszam do wpisu

    • konstylencja

      Dziękuję! Zawsze się staram, żeby nie było “za bardzo” wystylizowane <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *