TRAVEL: Szwajcaria.

wpis w: TRAVEL | 0

Ostatnio zapytałam Was na moim Instagramie czy chcielibyście zupełnie nową formułę wpisu na moim blogu. Podróżowanie to zaraz po modzie jedna z moich pasji. Oczywiście oprócz trendów panujących w danym kraju interesuję się mocno historią, kulturą oraz oczywiście kuchnią. W 2018 roku mieliśmy przyjemność odwiedzić aż trzy kraje, niestety nigdy nie zebrało mi się do napisania dla Was artykułu o atrakcjach, miejscach które polecam czy organizacji takiego wyjazdu. Sama często zaglądam na blogi podróżnicze szukając recenzji i inspiracji. Pomimo faktu, że moja strona nie ma charakteru turystycznego nie da się ukryć, że od dawna miałam ochotę to ze sobą połączyć. Często jadąc w jakieś miejsce dobieram strój do okoliczności i kultury danego kraju. Tak było i tym razem, kiedy udałam się w zeszłym miesiącu po raz pierwszy do Szwajcarii.

Z moją przyjaciółką mamy taką tradycję, że co roku przed świętami pieczemy ciasteczka. Tym razem podczas wycinania korzennych reniferów zgadałyśmy się, że fajnie byłoby się wybrać wspólnie do brata mojej przyjaciółki do Szwajcarii. Tanie loty, szybkie pakowanie i dwa miesiące później byłyśmy na lotnisku w Genewie. Cały wyjazd trwał dziewięć dni a nasza podróż rozpoczęła się zwiedzaniem miejscowości Lozanna. Pierwszy i najważniejszy przystanek to ogromne jezioro Genewskie w towarzystwie Alp. Pogoda przywitała nas bardzo słonecznie i wiosennie. Przeźroczysta woda i ośnieżone góry w tle – dla czegoś takiego warto przyjechać do Szwajcarii.


Kurort narciarski, w którym zatrzymałyśmy się na dłużej to położona 1495 m.n.p.m. miejscowość Crans -Montana. To tutaj swoje ostatnie chwile spędził Roger Moore, który siedmiokrotnie wcielił się w role Jamesa Bonda (najwięcej ze wszystkich aktorów). Miasteczko ma swój urok, wypełnione narciarzami tętni życiem i sprawia, że mam ochotę nauczyć się wreszcie jeździć! Jeśli chodzi o pogodę to jest ona tam tak zmienna, że nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam! Dwa pierwsze dni mieliśmy piękną wiosnę po czym trzeciego dnia spadła ogromna ilość śniegu! Po tegorocznej zimie, widok białego puchu padającego non stop przez dwa dni zrobił na mnie ogromne wrażenie. Udaliśmy się do pobliskiego lasku aby nakarmić wiewiórki i poszaleć w śniegu! Miałyśmy także okazję wybrać się na wycieczkę w rakach po górskich szlakach. Okazało się, że jesteśmy same z naszym instruktorem, dzięki czemu usłyszałyśmy ciekawe historie na temat Crans Montana. Cała podróż trwała ponad dwie godziny wzdłuż górskich szlaków po kolana w śniegu. Podejścia było trudne ale było warto!


Podczas naszego dziewięciodniowego pobytu odwiedziliśmy także dwa wyjątkowe miejsca, które moim zdaniem każdy podróżujący do Szwajcarii powinien odwiedzić. Pierwszym z nich jest miejscowość Zermatt położona na wysokości 1616 m.n.p.m. do której dojeżdża się pociągiem. Jeśli chodzi o moje podróże to mam swoją bucket list czyli liste rzeczy które chcemy zobaczyć/ zrobić przed śmiercią. Na jednej z pozycji miałam podróż pociągiem w Alpach Szwajcarskich. Kolejny punkt odhaczony! Zermatt to jedna z najpopularniejszych miejscowości wypoczynkowych w Szwajcarii. Właśnie tutaj poczułam prawdziwy klimat kraju. Drewniane domki, małe restauracje serwujące specjały, pluszowe świstaki stojące przed sklepem z pamiątkami. Niestety brakowało tylko psa bernardyna! W miasteczku zabronione jest poruszanie się samochodami więc po ciasnych uliczkach przewija się sporo meleksów. Obowiązkowy punkt pobytu w Szwajcarii to skosztowanie miejscowych specjałów. O kuchni pogadamy sobie osobno w późniejszej części wpisu, teraz jednak muszę wspomnieć o czekoladkach Toblerone. Góra która widzicie na opakowaniu to jeden z najbardziej znanych szczytów świata – Matterhorn, na który można się dostać kolejką linową właśnie z miejscowości Zermatt. Można tutaj zakupić również miejscowe piwo Zermatt Bier.

Drugie ważne miejsce na mapie Szwajcarii to Montreux. Mniej więcej po tygodniu od naszego przyjazdu wybraliśmy się do miejscowości, do której planowałam jechać od kilku lat. Kiedy tylko dowiedziałam się z czym a raczej z kim ona się wiążę, wiedziałam, że właśnie tam muszę być. Nie wiem czy już kiedyś Wam o tym wspominałam ale jestem fanką muzyki lat 80. a w szczególności twórczości zespołu Queen. Będąc w Londynie odwiedziłam sporo miejsc związanych z Freddiem a nawet wykonałam sesje zdjęciową poświęconą jego osobie (sesję znajdziecie TUTAJ). Wracając do Montreux, słynie ono oczywiście z widoku na jezioro Genewskie ale również ze znajdującego się tam pomnika lidera zespołu Queen autorstwa czeskiej rzeźbiarki. To właśnie tutaj swoje ostatnie dni spędził Freddie Mercury. W październiku 1991 (rok mojego urodzenia) nagrał tu w Mountain Studio ostatnie utwory i ostatnią piosenkę “A Winter’s Tales”. W tym samym studiu nagraniowym tworzyły takie sławy muzyki rockowej jak Deep Purple, The Rolling Stones czy David Bowie. Gdy Deep Purple nagrywało w Montreux album Machine Head,  spłonęło miejscowe kasyno, podpalone przez racę. Wydarzenie to dało początek powstaniu jednej z najsłynniejszych piosenek w historii – „Smoke on the Water”.
Pogoda w dniu naszych odwiedzin była deszczowa i wietrzna. Pierwszy raz w życiu widziałam FALE na jeziorze ! Zdjęcie z Freddie’m trzeba było robić szybko żeby nas nie zalało!

Na koniec zostawiam to co najlepsze czyli kuchnię. Przed wyjazdem miałam już okazję skosztować kilku specyfików dzięki mojej przyjaciółce. Kuchnia szwajcarska to dużo francuskich naleciałości ale są także specjały włoskie . My jednak skupiliśmy się przede wszystkim na serach i wszystkim co z nimi związane. Zdecydowanie jedną z ulubionych potraw był RACLETTE. Na specjalnym urządzeniu jest opiekany ser o tej samej nazwie oraz plastry boczku. Do tego ziemniak lub bagietka i mamy pyszne i proste danie. Kolejną pozycja na mojej liście było oczywiście FONDUE. Roztopiony ser z winem i przyprawami w towarzystwie bagietki. Po raz pierwszy jadłam także domowej roboty risotto z grzybami . Pierwszego dnia, będąc w Lozannie, udaliśmy się do klimatycznej restauracji w której zamówiłam FILET DE PERCHE czyli okonia podawanego z musztardowym sosem i cytryną. Jeśli chodzi o słodycze to oczywiście TOBLERONE, o którym wspominałam wcześniej, a także moje ukochane macaroons (nazywane przeze mnie pieszczotliwie słodkimi hamburgerami), które ostatniego dnia kupiliśmy w Genewie.

Nasz wyjazd był zorganizowany spontanicznie i dzięki uprzejmości naszych znajomym oraz rodzinie przyjaciółki mogłyśmy się zatrzymać w pięknych miejscach we Francji oraz Szwajcarii. Jeśli planujecie już wakacje a organizacja wyjazdu to nie wasza broszka, koniecznie dajcie się tym zająć specjaliście! Zerknijcie na linka i dowiedźcie się więcej! https://www.itaka.pl/nasze-kierunki/szwajcaria.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *