Zamek w Mirowie

wpis w: Bez kategorii | 0

06.03.2011
Dokładnie tego dnia dziesięć lat temu poznałam mojego Łukasza. Ciężko dokładnie określić moment, w którym zostaliśmy parą – przyszło to bardzo naturalnie! Naszą rocznicę postanowiliśmy obchodzić szóstego marca każdego kolejnego roku! Mamy swoje małe tradycje, które z przyjemnością realizujemy. Dzień rozpoczynamy od wystawnego śniadania. Tworzymy sobie szwedzki bufet i każdy z nas nakłada sobie to na co ma ochotę. Takie śniadanka zarezerwowane są tylko na Wielkanoc i właśnie rocznicę! Drugą tradycją jest także jedzenie (haha a czego innego się spodziewaliście? ;P) i nasze ulubione sushi. Obydwoje bardzo lubimy kuchnię japońską ( ja miałam nawet okazję pracować w takiej restauracji jako nastolatka!) i obowiązkowo w marcu na naszych talerzach ląduje sushi. Czasami robimy sami a czasami zamawiamy ze sprawdzonego punktu. Później organizujemy sobie małą wycieczkę. Spacer po lesie, przejażdżka rowerowa po parku albo krótki wypad za miasto. W tym roku padło na Mirów i piękny zamek oddalony od nas o zaledwie godzinkę drogi! Wiecie, że to moje małe hobby?

Opowiem Wam historię. Jako nastolatka, córka historyczki nie chciałam mieć nic wspólnego z przedmiotami humanistycznymi. W Liceum mieliśmy bardzo wymagającego nauczyciela i każda lekcja z nim to był ogromny stres. Nie, nie byłam prymuską , raczej moje oceny byly dostateczne i dobre ale wiecie co? Moja wiedza na temat pewnych rzeczy jest ogromna ale to przyszło z czasem. W Liceum wolałam spotykać się ze znajomymi, to oczywiste! Oceny, nie świadczą o tym co wiesz. Tak samo w życiu codziennym. Ocena innych, ocena sytuacji nie oznacza wiedzy. To przychodzi w praktyce. Wracając do zamków. Jako dziecko moja Mama bardzo dużo uwagi poświęcała na to abym dużo jeździła i odwiedzała muzea czy zabytki. Wtedy było to dla mnie ekstremalnie nudne i nigdy nie podejrzewałam, że to wszystko w przyszłości będzie miało na mnie tak ogromny wpływ. Jadąc na jakiś zamek czytam o jego historii, interesuję się ciekawostkami oraz będąc juz na miejscu lubię myśleć o tym, ze te x lat temu ktoś tam faktycznie chodził tak jak ja teraz.
Porozmawiajmy też o płaszczu. OMG. Będąc niedawno w Katowicach odwiedziłam miejsce, kiedyś znane jako Textile House. Obecnie jest to vintage shop by Textile House i można tam kupić prawdziwe perełki wyciągnięte z epoki! Welurowy płaszcz ma bardzo głęboki kaptur. Nie kończy się on przy ramionach tylko ma dodatkowe kawałki materiału, które wyglądają jak szalik! Wykończony złotymi guzikami kojarzy się mocno z średniowiecznymi sukniami! Pierwsza wzmianka na temat zamku w Mirowie jest datowana na 1400 rok więc początek XV wieku, który właśnie kończył epokę średniowiecza. Czy może być idealnie? W poprzednim wcieleniu zdecydowanie żyłam w tych czasach. W tych miejscach, w takich sukniach czuję się jak ryba w wodzie. Zobaczcie koniecznie sesję sprzed dwóch lat na zamku w Ogrodzieńcu <3 Link zostawiam Wam TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *